Antyspam
ARTYKUŁY OGŁOSZENIA FIRMY
komentowane oceniane czytane

Jakbym mógł jeszcze raz żyć, to... chciałbym być popem prawosławnym

› Społeczeństwo› Dla seniorów ponad rok temu    10.06.2015
Joanna Miśkowiak
komentarzy 0 ocen 4 / 50%
A A A
 fot. Joanna Miśkowiak

- Gdy się sprowadziłem do Jutrosina 45 lat temu, to bardzo mi się tu spodobało. To było bardzo urokliwe, cichutkie miasteczko z brukowaną ulicą Wrocławską. W całej gminie było tylko 5 samochodów, a to, kto jedzie odgadywano po odgłosach silnika. Życie kulturalne toczyło się w zawsze przepełnionej Restauracji Centralnej - wspomina Ryszard Wielgosz, który pochodzi z Roztocza na pograniczu województwa lubelskiego i podkarpackiego.

Z wykształcenia jest weterynarzem – ukończył Uniwersytet Lubelski. - Wtedy można było wybierać miejsca pracy i za zatrudnieniem wraz z kolegą przyjechaliśmy do Wielkopolski. Mnie skierowano do Chodzieży, a kolegę do Rawicza. On był działaczem w różnych organizacjach i partyjnym, więc szybko został powiatowym lekarzem weterynarii. Kiedyś na jednym ze spotkań rzucił, że w Chodzieży pracuje taki Wielgosz i nie ma mieszkania. Gdy więc w okolicy następowały zmiany kadrowe, przyszedłem do Jutrosina – relacjonuje. Na ziemię rawicką przeprowadził się wraz z rodziną. Jak mówi, jego zachwyt nad miastem, minął gdy pierwszy raz poszedł w teren. - Beczałem wtedy i żałowałem, że tu przyjechałem. Chodzież była pięknym miastem i praca tam też była lżejsza. Można było szybko zarobić. W okolicach Jutrosina wyglądało to zupełnie inaczej. Warunki w gospodarstwach też były inne. Uznałem wtedy, że muszę się przenieść, ale do tego nie doszło – mówi Ryszard Wielgosz. Jak zaznacza, z biegiem czasu wraz z żoną przyzwyczaili się do Jutrosina i mieszkają tu już 45 lat.

Dopiero od dwóch lat jest na emeryturze. Jak sam mówi, pracowałby dłużej, ale miał wypadek i wówczas okazało się, że jest poważnie chory. Teraz więc odpoczywa - głównie czytając książki. Pochłania mnóstwo tomów, z różnych dziedzin. Śmieje się, że ostatnio z nudy przeczytał nawet jakieś „babskie” lektury. - Lubię spokój i lubię czytać. Jakbym mógł jeszcze raz żyć, to chciałbym być popem prawosławnym – mówi ze śmiechem. Dlaczego? - Żona popa jest zawsze bardzo ładna, poza tym taki pop mieszka gdzieś w spokoju, powoli przygotowuje się do homilii i słucha pięknych śpiewów w cerkwi - żartuje jutrosinianin.

Choć przyznaje, że w Jutrosinie też jest cisza i spokój i nie brakuje miejsc na spacery, to gdyby to zależało tylko od niego chętnie przeniósłby się w głąb jakiejś głuszy. - Najlepiej do takiej wsi, gdzie diabeł dobranoc mówi, ale moja żona nigdy by się na to nie zgodziła. Ona jest bardzo rozrywkowa - przyznaje Ryszard Wielgosz. Jak dodaje, poznał ją jeszcze mieszkając w Chodzieży - po prostu wpadła mu w oko. - Jak była młoda, to rzucała się w oczy. Bardzo ładna była - wyjaśnia. Dziś państwo Wielgosz mają dwoje dzieci, dwóch dorosłych wnuków i 4,5-letnią wnuczkę. Ryszard Wielgosz jest z nich bardzo dumny.

+ 2 głosów: 4 (50%) 2 -
dodaj zdjęcia Masz swoje autorskie zdjęcia? Dodaj je do naszego tekstu.
Komentarze (0)

Serwisy internetowe jarocinska.pl, zpleszewa.pl, rawicz24.pl, gostynska.pl, krotoszynska.pl nie ponoszą odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze nie są moderowane. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane zgodnie z postanowieniami Regulaminu.

dodaj komentarzbądź pierwszy!